Każdy rodzic wie, że urlopy z dziećmi stanowią wyzwanie. Zaczyna się już w domu, kiedy bagaż nie może przekroczyć limitu wagowego w liniach lotniczych. Potem przychodzi podróż i zorganizowanie dzieciom czasu w samolocie tak, aby wszyscy przetrwali ;). I upragnione wakacje. My w tym roku zdecydowaliśmy się na rejs. Towarzyszyła nam zaprzyjaźniona rodzina z dziećmi w podobnym wieku. Nie był to nasz debiut na statku, ale dotychczas pływaliśmy tylko we dwoje, było to więc dla nas całkiem nowe doświadczenie.

Jak dzieci (5 lat i 1,5 roku) przyjmą statek? Czy nie będą odczuwały „bujania” i nie skończy się chorobą morską? Czy nie będziemy się nudzić? Czy dzieci będą miały wystarczający wybór posiłków? Jak przetrwamy wszystkie formalności związane z zaokrętowaniem i wyokrętowaniem? To tylko kilka z naszych wątpliwości.

Postawiliśmy na urlop w sezonie zimowym, ale zależało nam aby złapać trochę słońca. Nasz wybór padł na rejs po Wyspach Kanaryjskich na pokładzie statku AIDAnova. Połączenie pięknych, ciepłych wysp z nowym i dużym statkiem pełnym atrakcji, wydało się dla nas najlepsze. I nie myliliśmy się. Rejs na pokładzie AIDAnova możemy zaliczyć do udanych.

Co było dla nas istotne podczas naszej podróży?

1. Organizacja

Jeszcze przed wypłynięciem klient otrzymuje dostęp do systemu MyAida. Można za jego pośrednictwem zarezerwować miejsca w restauracjach, usługi na pokładzie, poprosić o dodatkowe udogodnienia. My postanowiliśmy zarezerwować kolację w restauracji Best Burgers @ Sea, kilka darmowych dodatków do kabiny, oraz zamówiliśmy tort dla syna, który obchodził urodziny dzień przed wylotem.
W systemie MyAida istotne jest wypełnienie „Schiffsmanifest” – podanie danych pasażerów (włącznie z numerami dokumentów tożsamości – warto mieć je przy sobie). Można również zarejestrować kartę kredytową, która zostanie obciążona wydatkami z pokładu statku. Wypełnienie wszystkich pól zajęło mi kilkanaście minut.
Po przyjeździe do portu pierwszym zaskoczeniem była dla nas procedura zaokrętowania. Po oddaniu bagaży udaliśmy się do kontroli bezpieczeństwa, po czym zostaliśmy zaproszeni do stolika, przy którym przywitała nas uśmiechnięta Pani z załogi. Zrobiono nam zdjęcia, sprawdzono tożsamość i przekazano karty pokładowe. Całość trwała kilka minut. Zrobiło to na nas duże wrażenie – zero kolejek, zero czekania. Dzięki temu, że wszystkie nasze dane były już w systemie, formalności na miejscu ograniczono do minimum. Przy małych dzieciach to bardzo istotne. Po wejściu na statek kolejny pozytyw – nasze walizki już na nas czekały.

statek AIDAnova na Teneryfie

Równie dobrze zorganizowane było wyokrętowanie. Walizki wystawione przed kabinę w nocy, czekały na nas w porcie od 8 rano. Zgodnie z wpisem w gazetce pokładowej, kabinę mieliśmy opuścić do 9:30, jednakże na statku mogliśmy pozostać tyle, ile potrzebowaliśmy. Po śniadaniu poszliśmy jeszcze na ostatni spacer, kawę i lody. Do wyjścia skierowaliśmy się około południa. Po raz kolejny zero kolejek, stresu, czekania. Po raz ostatni odbiliśmy kartę i odebraliśmy bagaż. Sprawna organizacja procedur przy tak dużym statku (ponad 6000 pasażerów) była dla nas bardzo dużym plusem.

2. Kabina

Zarezerwowaliśmy kabinę wewnętrzną, za którą zapłaciliśmy ok. 850 euro. Dzieci na Aidzie płyną gratis, w związku z tym cena była bardzo korzystna w porównaniu z cenami podobnych rejsów od innych armatorów. Jeszcze przed wylotem zastanawialiśmy się nad podniesieniem kategorii kabiny do zewnętrznej z oknem. Mieliśmy jednak sporo szczęścia, bo po otrzymaniu papierów od armatora zorientowaliśmy się, że dostaliśmy kabinę z oknem bez dopłat. Osobiście polecam rezerwację kabin z oknem lub z balkonem. Jest więcej przestrzeni, a podczas gdy my jeszcze leżeliśmy, nasze dzieci podziwiały widoki przez okno, dając nam chwilę na pobudkę. Jeżeli płyniecie z dzieckiem do 2 lat, obsługa wstawia do kabiny łóżeczko turystyczne, kosz na pieluchy oraz podgrzewacz do butelek – wszystko bez dopłat. Dzieci dostają też szlafroki w odpowiednich do wieku rozmiarach, co bardzo się przydaje przy korzystaniu z pokładowych basenów.

AIDAnova kabina z oknem

Drzwi są dość wąskie, ale wystarczające aby zmieścić się z wózkiem spacerowym. Nasza wskazówka – złożony wózek idealnie wpasuje się w przestrzeń pod łóżkiem ;).

3. Posiłki

Statek AIDAnova to kilka restauracji bufetowych oraz spory wybór restauracji a’ la carte. My korzystaliśmy głównie z bufetów. Podczas posiłków w restauracjach bufetowych napoje są w cenie. Wybór jedzenia był duży i zawsze znaleźliśmy coś dla siebie. W każdej restauracji coś innego – Bella Donna – kuchnia włoska, Yacht Club – owoce morza i ryby, East – kuchnia orientalna, Markt – kuchnia europejska. Na 16 pokładzie znajduje się też Fuego – najbardziej „fast-foodowa” z frytkami, burgerami i pizzą, ale znaleźć tam można było również makarony, sałatki, owoce, mięsa, placki na słono i na słodko i wiele innych potraw. W naszym przypadku najczęściej sprawdzała się restauracja Markt, znajomi stołowali się głównie w Bella Donna, ze względu na osobną kuchnię dla osób na diecie bezglutenowej. Dla nas dużym plusem był spory wybór świeżych owoców (również egzotycznych), którymi objadaliśmy się codziennie.

Restauracja Fuego AIDAnova

Podczas planowania posiłków pomocna jest gazetka pokładowa, w której rozpisane jest w jakich godzinach otwarte są konkretne restauracje. Mimo tego, że gazetka jest w języku niemieckim – rozpiska jest na tyle czytelna, że można ją zrozumieć bez znajomości języka. Również na ekranach interaktywnych, które można znaleźć na każdym pokładzie, dostępna jest zakładka z godzinami otwarcia restauracji (i nie tylko). Nie musicie więc nosić ze sobą gazetki, aby wiedzieć kiedy i gdzie zjeść. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jedzenie było dostępne niemal bez przerwy, w związku z tym nie zdarzały się sytuacje, że musieliśmy dostosować nasz grafik do godzin serwowania posiłków.

Jeden z wieczorów spędziliśmy w restauracji a la carte. W Best Burgers @ Sea wymagana jest wcześniejsza rezerwacja. Posiłki są w cenie rejsu, natomiast napoje – dodatkowo płatne. Zamówiliśmy burgery, a dla dzieci frytki z panierowanym kurczakiem. Po posiłku deser (szarlotka z lodami) i kawa. Minusem było dla nas menu w języku niemieckim, na szczęście obsługa posługuje się płynnie angielskim, więc niezrozumiałe pozycje z karty zostały nam przetłumaczone.
Polecamy EisBar – można tam kupić pyszne, bezglutenowe lody wyrabiane na pokładzie statku. Dużo smaków, posypki, polewy – wszystko było pyszne. Lody są tutaj dodatkowo płatne, ale ceny bardzo przystępne.

4. Udogodnienia dla dzieci

Co zwróciło naszą uwagę, to tzw. baby corner, znajdujący się na 16 pokładzie w obrębie restauracji Fuego. Dostępne tam były mleka modyfikowane, dania w słoiczkach dla niemowląt (firmy Hipp), musy owocowe i kuchenka mikrofalowa do podgrzewania. Jest to świetne rozwiązanie dla rodziców maluszków, którzy wybierając się w rejs, nie muszą zabierać ciężkich słoików.
Sporo krzesełek do karmienia niemowląt w każdej restauracji– choć w godzinach szczytu zdarzało się, że musieliśmy ich chwilę poszukać.
W każdej toalecie dla niepełnosprawnych znajdował się też przewijak. Na 16 pokładzie, czyli w miejscu najczęściej obleganym przez rodziny, przy przewijakach można było znaleźć pieluchy w kilku rozmiarach, chusteczki nawilżane oraz pieluchy do pływania. Tam również znajdowała się wspomniana wcześniej restauracja Fuego, w której wysokość bufetu została obniżona tak, aby dzieci mogły samodzielnie wybierać posiłki, na które mają ochotę.

AIDAnova – górny pokład

Ponadto w Aquaparku dostępne są kamizelki do pływania dla dzieci w czterech rozmiarach (do bagażu nie zmieściły nam się rękawki do pływania i kamizelki mocno ułatwiły nam życie). Wszystkie powyższe rzeczy oczywiście w cenie rejsu.
W sklepie na pokładzie w razie potrzeby do kupienia pieluchy, ubrania i inne akcesoria dla dzieci.
Ponadto przed rejsem, za pośrednictwem systemu MyAida, można zamówić dodatkowe udogodnienia do kabiny, takie jak: nocnik, barierka do łóżka, wanienka, nakładka do toalety – wszystko w cenie rejsu. Za dodatkową opłatą można zarezerwować również nianię elektroniczną, a nawet wózek.

5. Atrakcje na pokładzie

Każdy, kto wybiera się na wakacje z dziećmi wie, że nuda może zepsuć pobyt nawet w najpiękniejszych miejscach. My nie mieliśmy tego problemu. Nasze dzieci najchętniej nie wychodziłyby z basenów. Kilka brodzików, mała zjeżdżalnia, rwąca rzeka, dwa większe baseny, trzy zjeżdżalnie – było gdzie poszaleć. I co ważne – woda była bardzo ciepła.
Według oficjalnego stanowiska armatora, dzieci z pieluszkami (jak nasza córka) mogą korzystać jedynie z pokoiku przeznaczonego specjalnie dla nich. Są tam natryski i ciepła woda w której można się popluskać. Już pierwszego dnia zauważyliśmy, że nikt nie przestrzega tej zasady, a obsługa nie ma nic przeciwko temu, że malutkie dzieci kąpią się w większych basenach na równi z rodzeństwem. Na duże zjeżdżalnie wstęp mają dzieci od 7 lat, my jednak  wypróbowaliśmy wszystkie i stwierdziliśmy, że nasz pięciolatek zjeżdżając z rodzicem, nie zrobi sobie krzywdy w najmniejszej z nich.W okolicach basenów dostępne były przebieralnie, spory zapas czystych ręczników i leżaki, które (mimo, że na statku było 6000 ludzi) – często były wolne. Obok strefy basenowej znajdował się również mały plac zabaw, na którym można było posiedzieć z młodszym dzieckiem, podczas gdy starsze jeszcze szalało w basenach.
Sporo czasu spędziliśmy także w pokoju zabaw dla dzieci, w którym dzieciaki mogły spędzać czas bez ograniczeń, a zabawek było sporo, choć zdecydowanie największą atrakcją był duży statek piracki. Toalety były tam dostosowane do rozmiarów dzieci w wieku przedszkolnym, umywalki i suszarki na niższej wysokości, co jest bardzo istotne w przypadku samodzielnych pięciolatków.

AIDAnova – pokój zabaw

Wieczorami zdarzało nam się zajrzeć do pokoju gier, gdzie zarówno dzieci, jak i dorośli znaleźli coś dla siebie. Natomiast podczas show w Theatrium bawiły i tańczyły nawet najmłodsze dzieciaki – filmy z tych chwil są jednymi z najmilszych pamiątek z wakacji.
Oczywiście atrakcji jest dużo więcej. Park linowy – tutaj wyzwanie podjęła mama. Wejście do parku jest bezpłatne, ale warto zapisać się wcześniej, ponieważ miejsca zarezerwowane są na kilka dni do przodu. Oczywiście przejście przez park poprzedzone jest szkoleniem przeprowadzonym w języku niemieckim lub angielskim. Dla osób, które nie są oswojone z wysokością i wspinaniem, będzie to stanowić pewne wyzwanie, ale warto – satysfakcja z przejścia całości jest ogromna.
Ponadto – animacje dla dzieci (odbywają się w języku niemieckim), MiniClub dla dzieci od 6 miesięcy do 3 lat – można zostawić tam malucha pod okiem przeszkolonych opiekunów (podczas godzin opieki płatny dodatkowo, ale możliwe jest wejście z dzieckiem i wspólna zabawa w innych godzinach), pokój dla nastolatków itp.

6. Atmosfera na pokładzie

Jednym z powodów, dla których wybraliśmy rejs na pokładzie statków AIDA, była swoboda na pokładzie. Brak dress code’u, formalnych kolacji był dla nas plusem ze względu na dzieci. Oczywiście płynąc we dwoje bardzo podobała nam się taka otoczka, jednak nie wyobrażamy sobie naszej półtorarocznej wiercipięty siedzącej w krzesełku w oczekiwaniu na przystawki, danie główne i deser ;). Na pokładzie widać życzliwość w stosunku do dzieci. Obsługa jest pomocna, cierpliwa i uśmiechnięta, a trzeba przyznać, że praca z taką ilością dzieci nie należy do najłatwiejszych.

7. Urodziny

Nasz syn chwilę przed wyjazdem skończył 5 lat – nie zdążyliśmy zorganizować urodzin, dlatego postanowiliśmy zamówić dla niego tort. My zrobiliśmy to przez system MyAida, ale jest możliwość zamówienia w recepcji na pokładzie. Wybraliśmy tort w wersji bezglutenowej o smaku czekoladowym z malinami. Można było również dodać spersonalizowany napis. Po przybyciu na pokład wystarczyło potwierdzić w recepcji zamówienie, z informacją ile osób i o jakiej godzinie planuje świętować. W dniu urodzin czekał na nas zarezerwowany stolik w wybranej wcześniej restauracji i po skończonym posiłku zaserwowano tort. Był to zdecydowanie najlepszy deser, jaki jadłam podczas tych wakacji, a solenizant był bardzo zaskoczony i zachwycony.

Urodziny na statku AIDAnova

8. Trasa

Jak wspominałam wcześniej, zależało nam na tym, aby złapać odrobinę słońca. Wyjeżdżając postanowiliśmy, że będzie to urlop bezstresowy – zero bieganiny i błogi odpoczynek. Nasz statek wypływał z Teneryfy. Postanowiliśmy przylecieć na wyspę 2 dni wcześniej, aby mieć czas na poznanie kilku atrakcji. To była bardzo dobra decyzja i polecam takie rozwiązanie. Zdążycie odpocząć po podróży, na statek cała rodzina wchodzi już zrelaksowana i pełna energii. Na Teneryfie wynajęliśmy samochód. Pojechaliśmy do Loro Parku (€37/os. dorosłą, dzieci do 6 lat wchodzą za darmo), pojeździliśmy też wzdłuż wybrzeża zatrzymując się na piaszczystych plażach. Naszym dzieciom zdecydowanie wystarczył piasek, woda i kilka foremek, a nam leżaki ;).

Playa de las Teresitas, Teneryfa

Największe atrakcje wyspy (np. Teide) zostawiliśmy na czas, gdy młodzież dorośnie. Postanowiliśmy, że będzie nam najwygodniej wypożyczając samochód na całe 10 dni, aby po rejsie wygodnie i bezstresowo dotrzeć na lotnisko. Oczywiście obawialiśmy się, czy znajdziemy miejsce do bezpiecznego zaparkowania, szczególnie, że czytaliśmy jak trudno jest z miejscami parkingowymi w Santa Cruz. Na szczęście znaleźliśmy bezpłatny parking niedaleko portu. Po zaokrętowaniu na statek ruszyliśmy na wyspę Fuerteventura – tutaj postawiliśmy na plażowanie.

Plaża na Fuerteventurze

Na Gran Canarii, bardzo blisko portu, znajduje się Oceanarium – atrakcja w sam raz dla dzieci. W pobliżu jest również bardzo ładna, piaszczysta plaża. Na Lanzarote byliśmy kilka lat temu, więc wybraliśmy się na spacer po Arrecife – bardzo przyjemne i spokojne miasteczko. Tutaj odległość z portu do centrum jest dość spora, ale AIDA zorganizowała darmowy shuttle bus w obie strony. Wisienką na torcie naszej podróży była Madera. Niestety dzień na wyspie to za mało, żeby ją poznać. Postanowiliśmy skorzystać z jednego z autobusów turystycznych. Objechaliśmy Funchal, wjechaliśmy kolejką linową na wzgórze Monte (widoki są cudowne) oraz pojechaliśmy na klif Cabo Girao (polecam zabrać kurtki i czapki, jest tutaj chłodniej, bardziej wilgotno i wieje dość silny wiatr).

Cabo Girao, Madera

Na statek wróciliśmy późnym popołudniem, postanawiając, że na Maderę na pewno jeszcze wrócimy. W trasie znalazło się również miejsce dla dwóch dni na morzu, podczas których korzystaliśmy z pokładowych atrakcji.

Zarówno trasa, jak i statek przewyższyły nasze oczekiwania. Mam wrażenie, że statek poznaliśmy w niewielkiej części, przez co czuję lekki niedosyt – okazuje się, że tygodniowy rejs to za mało, aby spróbować wszystkiego. Chyba, że nie zejdziecie z pokładu. 😉 Na nudę nie ma miejsca, a wszystkie nasze obawy odeszły w zapomnienie. Dzieci nie odczuwały żadnych dolegliwości, a nawet gdy zdarzały się momenty gdy statek się kołysał, było to prawie nieodczuwalne. Na pewno jeszcze popłyniemy.